Blog
pismo sprawiedliwości społecznej
NOWY OBYWATEL
NOWY OBYWATEL http://nowyobywatel.pl/
0 obserwujących 541 notek 583136 odsłon
NOWY OBYWATEL, 27 stycznia 2014 r.

Małgorzata Aulejtner: Pacjenci bez opieki?

1107 1 0 A A A

Małgorzata AulejtnerZ Małgorzatą Aulejtner, pielęgniarką z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych rozmawia Krzysztof Wołodźko.

Sytuacja w służbie zdrowia jest coraz gorsza. Potwierdza to niedawny apel lekarzy rodzinnych do parlamentarzystów, w którym ostrzegają przed „zdewastowaniem podstawowej opieki zdrowotnej”. Grupą zawodową, która w sposób szczególny doświadcza na sobie kryzysu polskiej opieki zdrowotnej i może mu się z bliska przyglądać, są jednak przede wszystkim pielęgniarki. O kłopotach systemu, zagadnieniach związanych z bezpieczeństwem i zdrowiem pacjentów oraz o coraz dalej idącej komercjalizacji lecznictwa rozmawiamy z Małgorzatą Aulejtner z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP).

 ***

Jak wygląda dzień pracy pielęgniarek? Podobno coraz częściej muszą w pojedynkę opiekować się rosnącą liczbą pacjentów, a coraz więcej czasu i energii zajmuje biurokracja.

Małgorzata Aulejtner: Zacznijmy od standardowych czynności w pracy pielęgniarki. Są to przygotowywanie i podawanie leków, robienie iniekcji domięśniowych i dożylnych, zapoznanie się z pacjentem, jego rodziną. Ważna jest także rola edukacyjna wobec pacjenta, uświadomienie mu chociażby konieczności zdrowego trybu życia, co u nas wciąż jest zaniedbywane. Do tego dochodzi pielęgnacja pacjentów, wykonywanie opatrunków, wstępna rehabilitacja i wprowadzenie do „samoopieki”, czyli nauki samodzielnej pielęgnacji przez chorych.

W szpitalach mamy coraz częściej do czynienia z obniżaniem ilości pielęgniarek na oddziałach ze względu na cięcia kosztów. Co prawda to wciąż największa grupa zawodowa w szpitalach, ale bardzo łatwo się ją zwalnia, choćby dlatego, że w wielu placówkach nie ma organizacji związkowych. Bardzo często jest dziś tak, że na nocnym dyżurze zostaje jedna pielęgniarka, która ma pod opieką 35, 40, a słyszałam nawet o 60 pacjentach. Część tych chorych jest w stanie ciężkim. Niech to będzie 8 osób – nie ma możliwości, żeby pielęgniarka wykonała wszystkie konieczne czynności przy takich pacjentach.

Ponadto wypełniamy bardzo dużo dokumentacji medycznej. Mamy procedury pielęgniarskie, związane z wykonywaniem naszego zawodu. To forma koniecznego zabezpieczenia choćby na wypadek jakichś komplikacji, dotyczy to np. cewnikowania. Oprócz tego zdajemy raporty pielęgniarskie. Często pielęgniarka po dwunastogodzinnym dyżurze musi zostać jeszcze godzinę, by wypełnić taki raport, by „przekazać” pacjentów następnej zmianie. W wielu szpitalach za to się nie płaci, choć powinno.

Procedury to karty pacjenta, karty gorączkowe… Tego jest bardzo dużo. W moim szpitalu mamy około 50 procedur. Z tym że na jednym oddziale będzie to ponad 20 kart do wypełnienia, na innym 30, w zależności od specyfiki chorób. Bardzo często czas, który należałoby poświęcić choremu, zużywamy na wypełnianie tych papierków. Moim zdaniem to około 40 proc. czasu w ciągu dwunastogodzinnego dnia pracy pielęgniarki. Nierzadko pacjenci mają o to do nas żal, i nie dziwię się im.

Na tym koniec?

M. A.: Następna kwestia, bardzo ważna, wiąże się z ustawą o zawodzie pielęgniarki. Jest tam wyraźnie powiedziane, że leki pielęgniarka przygotowuje sama i sama je podaje. U nas, w większości placówek medycznych, jedna pielęgniarka szykuje leki, a inne je podają, bo nie ma innej możliwości – jest nas za mało. W związku z tym łatwo może dojść do pomyłek. Mamy samorząd zawodowy, wiele naszych koleżanek odpowiada przed nim w sytuacji, gdy dojdzie do niepożądanych zdarzeń medycznych, wynikających z błędów pielęgniarek.

To nasza zmora, bo to przede wszystkim dotyka chorych. Mówi się, że dziś pacjent szybko otrzymuje odszkodowanie. Ale mało pisze się o tym, że obecne komisje działają długo, opieszale. Nie każdy wie, że może się zgłosić i otrzymać odszkodowanie. Zgodnie z prawem pielęgniarki muszą zapłacić pacjentowi do trzech swoich pensji odszkodowania. Jeżeli jednak pójdzie on do sądu i wystąpi na drogę cywilną – a ma do tego prawo – mogą to być dużo większe kwoty. Ale straty takiego człowieka są i tak nieporównywalnie większe, niezależnie od pieniędzy, jakie uzyska. Mówimy tu przecież o zdrowiu i życiu naszych pacjentów.

Ponadto mamy coraz mniej pracownic i pracowników personelu pielęgniarskiego.

M. A.: To już poważny kryzys. Przede wszystkim rząd nie chce sobie uświadomić, że jest nas za mało. W jaki sposób ten deficyt jest „uzupełniany”? Mamy choćby pielęgniarki kontraktowe, które pracują w kilku miejscach. Poza tym pielęgniarki etatowe mają jeszcze dodatkowe kontrakty, czyli de facto pracują na dwóch-trzech etatach. Jest to już nagminna praktyka. Pielęgniarki pracują po 36 godzin niemal bez przerwy, przejeżdżają z jednego szpitala do drugiego. Na to się pozwala. Osobiście nie chciałabym mieć takiej pielęgniarki na oddziale, dlatego że to zagraża przede wszystkim pacjentowi.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Rozmaitości