Blog
pismo sprawiedliwości społecznej
NOWY OBYWATEL
NOWY OBYWATEL http://nowyobywatel.pl/
0 obserwujących 541 notek 582567 odsłon
NOWY OBYWATEL, 13 lutego 2014 r.

Zbigniew Romaszewski: Czyja jest "Solidarność"?

Środowisko "Nowego Obywatela" żegna z ogromnym smutkiem Zbigniewa Romaszewskiego, wieloletniego członka Rady Honorowej naszego pisma.

Przypominamy także jego tekst wydrukowany na naszych łamach.

* * *

25-lecie "Solidarności". Czyje to święto?

Bez wahania odpowiadam: „Nasze”. Święto tych 10 milionów ludzi, którzy w ciągu zaledwie kilku miesięcy zdołali stworzyć NSZZ „Solidarność” – ruch społeczny, który stał się zarzewiem przemian nie tylko w Polsce, ale w całym bloku komunistycznym. Kiedy 1 września 1980 r., dzięki presji Gwiazdów, Ani Walentynowicz, Bogdana Borusewicza, Aliny Pieńkowskiej i Heni Krzywonos wychodziłem z więzienia, czułem, co to znaczy solidarność. Jechałem Nowym Światem autobusem, a przed nami jechała milicja, która zamykała pochód KPN, aby umożliwić mu bezkolizyjne złożenie kwiatów na Grobie Nieznanego Żołnierza. Był to już kraj inny niż ten, w którym mnie aresztowano. Dla tych, którzy tego nie przeżyli, brzmi to jak slogan, ale po 31 sierpnia ludzie stali się w Polsce po prostu na co dzień solidarni, uzyskali potężną broń w walce z totalitarnym reżimem. Nie wszystkie rocznice są radosne. Są rocznice wręcz tragiczne. 1 sierpnia tłumy warszawiaków udają się na cmentarz wojskowy, by oddać hołd poległym w Powstaniu Warszawskim. Nie towarzyszy temu jednak poczucie martyrologii, gdyż 1 sierpnia 1944 r. warszawiacy poczuli się wolni i solidarni. Niezależnie od zmieniających się historycznych ocen, rocznica ta pozostawała i pozostanie świętem pamięci o poległych, ale również świętem wolności i solidarności Narodu. Dla nas los był o wiele łaskawszy. Żyjemy. To, o co walczyliśmy, właściwie otrzymaliśmy. Niepodległość, wolne wybory, wolność słowa, zrzeszeń, zgromadzeń, względne bezpieczeństwo ze strony wschodniego sąsiada, to wszystko, o czym marzyliśmy, a nawet więcej niż ośmielaliśmy się w 1980 r. artykułować. To prawda, nie potrafiliśmy wywalczonych wolności wykorzystać do budowy sprawiedliwego i solidarnego społeczeństwa, ale jak dotychczas nie udało się to nikomu. Wielka idea Jana Pawła II, by budować świat oparty na solidarności, jest bardzo trudna i będzie jeszcze wiele lat czekała na realizację, ale alternatywą dla niej jest tylko kolejny kataklizm. Dziś, kiedy beneficjenci przemian szykują się do obchodów radosnego dla nich święta, trzeba pamiętać o tych, którzy tamtą „Solidarność” budowali i których obciążono wszystkimi kosztami transformacji. Należy się buntować przeciwko niesprawiedliwości, ale nie należy zapominać o drodze, którą przeszliśmy, bo może być ona dla nas źródłem otuchy i nadziei.

Czym była „Solidarność” i co się z nią stało?

„Solidarność” była wielkim ruchem społecznym, mającym na celu rewindykację podstawowych praw i wolności obywatelskich. Prawa te to wolność słowa, wolność zrzeszeń, prawo do niezawisłych sądów, ale także prawo do prawdy historycznej i niezależnej kultury, konstytuujących tożsamość narodową. Fakt, że ruch ten przybrał formę związku zawodowego, odegrał niezwykle istotną rolę w budowaniu jego powszechności i sprowadzaniu na ziemię, dość w końcu abstrakcyjnie brzmiących, idei praw i wolności obywatelskich. Sądzę, że powstanie ruchu w formie związku zawodowego stanowiło zaskoczenie dla większości uczestników środowiska opozycyjnego z okresu przed sierpniem 1980 roku. Dziś dosyć łatwo odpowiedzieć, że za ruchem związkowym przemawiała możliwość działania w zakładach pracy i docierania do wielkich skupisk ludzkich, przemawiała efektywność narzędzi protestu (strajk, masowa demonstracja), przemawiała również szerokość edukacji obywatelskiej opartej o przełożone na język codzienności prawa człowieka. Dziś jest to proste, ale wcale nie było takie proste przed Sierpniem. Zarówno środowiska KOR-owskie, jak i te związane z ROPCiO dążyły do rozszerzenia aktywności społecznej i tworzenia niezależnych inicjatyw w różnych kręgach, a ich formuła była bardzo różnorodna. Działalność prowadzona na różnych frontach budowała świadomość obywatelską, ale nie przesądzała o tym, w jakim kierunku rozwinie się masowy ruch społeczny. Wolne Związki Zawodowe funkcjonowały nie tylko na Wybrzeżu, ale również na Śląsku i o ile te pierwsze są autentycznymi rodzicami „Solidarności”, to te drugie w budowaniu ruchu zawodowego na Śląsku nie odegrały praktycznie żadnej roli. Czy więc formuła związkowa „Solidarności” była czystym przypadkiem? Na pewno nie, ale zdecydowały o niej tak liczne i trudne do uchwycenia czynniki, że nawet w lipcu, po wybuchu strajków na Lubelszczyźnie, nikt nie wyobrażał sobie takiego obrotu sprawy. W tych warunkach „Solidarność” była bardzo dziwnym związkiem zawodowym, który budował więzi społeczne nie tylko na poziomie zawodów, branż czy zakładów pracy, ale również na poziomie różnych środowisk i pomiędzy nimi tworzył strukturę organizacyjną społeczeństwa polskiego. „Solidarność” nie była również ruchem politycznym, gdyż przemiany, które postulowała, nie tworzyły spójnej wizji przyszłego państwa polskiego. Nie mogła mieć takich ambicji, ponieważ jej członkowie reprezentowali bardzo szeroki wachlarz poglądów lub pozostawali apolityczni. Rodziło to ostre spory polityczne, ale jeżeli oprzeć się na uchwałach I Walnego Zjazdu Delegatów (WZD), to obraz „Solidarności” rysuje się bardzo pozytywnie, jako ruchu odpowiedzialnego, zdolnego osiągać wewnętrzny konsensus, skłonnego do ograniczania swoich roszczeń, dostosowywania ich do istniejących wówczas warunków geopolitycznych. Reasumując: „Solidarność” zbudowała wewnątrz społeczeństwa polskiego pewien etos – system więzi opartych na patriotyzmie i szacunku dla tradycyjnych wartości, głoszonych w nauczaniu Kościoła katolickiego w Polsce. Przyznawał on wysokie miejsce w hierarchii wartości dobru wspólnemu, przeciwstawiając je partykularnym interesom. „Solidarność” była ruchem egalitarnym, ale zachowującym szacunek dla profesjonalizmu, a zwłaszcza dla tych, którzy w imię wspólnych interesów byli w stanie wyrzec się korzyści wynikających z ich statusu społecznego. Ruch był wręcz obsesyjnie jawny i wewnętrznie demokratyczny. Mechanizmy te działały na tyle silnie, że skutecznie hamowały autokratyczne zapędy Przewodniczącego.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Uwaga! Zmieniliśmy sposób komentowania, ale nadal możesz przeczytać stare komentarze do tego wpisu.

Zobacz komentarze

Tematy w dziale